Mój Everest

W ramach innowacji pedagogicznej uczniowie naszej szkoły obejrzeli w maju dwa kolejne filmy: „Chce się żyć” oraz „Everest”, które zainspirowały ich do przemyśleń i napisania artykułów pt. „Mój Everest”. Poniżej przedstawiamy wybrane z nich:
Angelika Głos
Jan Wójtowski
Mikołaj Sobiech
Pola Melonowska
Karolina Dybiec
Maja Nowicka
Basia Burcicka
Aleksandra Chojnacka


Mój Everest
Cześć! Nazywam się Angelika Głos. Mam czternaście lat i chodzę do pierwszej klasy gimnazjum. Chciałabym wyrazić swoje zdanie na temat „Mojego Everestu”.

Szczerze mówiąc nigdy wcześniej nie zastanawiałam się nad moimi marzeniami, celami, pragnieniami. Po prostu wolałam nie poznawać siebie od środka i żyć życiem takim, jakie mam, ale kiedy obejrzałam filmy: „Everest” oraz „Chce się żyć” w ramach edukacji filmowej prowadzonej w naszej szkole, które zainspirowały mnie do tej pracy, zaczęłam powoli rozmyśleć na ten temat.

Kiedy siedziałam w sali lekcyjnej i zastanawiałam się nad swoim Everestem, pierwszą moją myślą była siatkówka. Uważam, że jest moją pasją, uwielbiam uprawiać ten sport oraz grać w zespole. Mimo że trenuję tę dyscyplinę sportową od dłuższego czasu, nie zawsze wszystko mi wychodzi. Patrząc na moje koleżanki, często nie potrafię się docenić, zaakceptować czy przestać ciągle porównywać ich do siebie. Z tego powodu często się poddaje i wpadam w kompleksy. Moją pierwotną decyzją było to, aby nie dawać za wygraną, uwierzyć w siebie i więcej ćwiczyć, taki miałam zamysł, lecz kiedy tego samego dnia usiadłam na balkonie i zaczęłam głębiej myśleć o siatkówce, swoich marzeniach, celach, wchodząc w głąb siebie, szczerze mówiąc, powoli łzy zaczęły spływać mi po policzkach, ponieważ zrozumiałam, że miałam wiele okazji do wykorzystania. Dzięki nim miałabym większe doświadczenie, przykładowo wszelkie wyjazdy, obozy, a przede wszystkim zawody i turnieje, na których mnie nie było, mogłyby podnieść poziom mojej gry. W tym momencie pojęłam że największym moim problemem jest strach, stres oraz branie zbyt wielu rzeczy do siebie. Staram się tego za bardzo nie pokazywać, ale myślę że osoby, które mnie trochę lepiej znają, doskonale o tym wiedzą. Doszłam wtedy do wniosku, że „Moim Everestem”  będzie pokonywanie swoich lęków, strachów czy słabości.

W istocie to od zeszłego tygodnia inaczej patrzę na mój strach i moje obawy, a także staram się powoli pokonywać swoje lęki, na razie takie malutkie, ale mam nadzieję ze z czasem będę mogła pokonywać te większe.

Mam nadzieje, że tą pracą przekazałam Wam, iż warto poznać siebie bliżej i, że nie powinniśmy za bardzo bać się świata.

Na koniec, pozwolę sobie zacytować jeden z tematów  lekcji omawianych na edukacji filmowej,  który osobiście dodaje mi otuchy i w pełni uzupełni powyższą pracę:

„Odważni żyją krócej, ostrożni nie żyją wcale”.

Angelika Głos Ia


Mój Everest

Piętnastoletni chłopiec, uczeń drugiej klasy gimnazjum w Dziekanowie Leśnym zamierza zostać pilotem największych samolotów pasażerskich.

Zapytany o powody swojej decyzji, odpowiada bez namysłu: „Ten zawód jest pewny, gwarantuje mi ciekawe życie, liczne podróże i wysokie zarobki. Wiem, że praca pilota jest ogromnie stresująca, wymaga wielu umiejętności. Dla mnie to  wyzwanie, taki mój Everest. Jednak przede wszystkim spełnienie największego marzenia.”

Zanim jednak osiągnie swój cel czeka Go trudna i wymagająca droga. W przyszłym roku planuje ostro zabrać się za naukę. Dostać się do dobrej szkoły ponadgimnazjalnej. Kolejnym krokiem, jaki stawia przed sobą młody człowiek, to doskonale zdana matura i rozpoczęcie studiów na Politechnice Rzeszowskiej.

Potem zamierza zdobyć podstawową licencję lotniczą (PPL – Private Pilot Licence), uprawniającej do latania rekreacyjnego. To jeszcze nie koniec. Zdobycie licencji zawodowego pilota (CPL – Commercial Pilot Licence) przybliży Go do zamierzonego celu. Następny krok to osiągnięcie najwyższego stopnia zawodowego pilota w lotnictwie cywilnym (ATPL – Airline  Transport Pilot Licence).

To jeszcze nie koniec nauki. Są to podstawowe licencje. Do tego dochodzi szereg innych, uprawniających do latania na określonych maszynach, warunkach atmosferycznych czy stanowisku. Ponadto, osoba, która chce zostać pilotem samolotu, musi być opanowana, rozsądna, zdrowa, umieć koncentrować się przez kilka godzin, mieć dobry refleks. To tylko nieliczne wymagania stawiane przed przyszłymi pilotami.

Życzymy powodzenia!

Tekst: Jan Wójtowski IIb


Mój Everest

Wymyślił nieskończoną energię, naukowcy go nienawidzą.

Moi rówieśnicy marzą o sportowej karierze, sławie, grubym portfelu, sobotniej imprezie… To wszystko może wydawać się atrakcyjne. Ja natomiast każdą wolną chwilę spędzam wpatrzony w ekran komputera. Długimi godzinami piszę programy, czytam artykuły o tematyce informatycznej, a także staram się poznawać ludzi, którym komputerowy świat daje satysfakcję i pieniądze. Obecnie mam lat 15 i przede mną daleka droga do grona wybitnych komputerowców, ale tylko posiadanie marzeń daje możliwość ich spełniania i codziennego podnoszenia sobie poprzeczki.

Moim życiowym celem jest stworzenie elektrowni termojądrowej opartej na działaniu perpetum mobile, czyli nieskończonej energii. Pierwszym krokiem do realizacji mojego “Everestu” jest wynalezienie urządzenia, które raz wprawione w ruch, nigdy się nie zatrzyma. W mojej głowie powstają pomysły dotyczące sposobu jego wykonania, jednak to nie czas ani miejsce, aby uchylać nawet rąbka tajemnicy.

Kiedy już uda mi się zrealizować pierwsze założenie, planuję stworzyć sieć elektrowni na całym świecie zasilanych moim własnym reaktorem. Chciałbym  wyprzeć dotychczasowe nieekologiczne, stare i kosztowne źródła energii, zastępując je moim wynalazkiem.

Dziś jeszcze wpatruję się w ekran komputera, ale wierzę, że moje marzenia i samozaparcie pozwolą mi osiągnąć mój życiowy szczyt.

TEKST: Mikołaj Sobiech IIC


Mój Everest
Mount Everest, najwyższy szczyt naszej planety – dla wielu tak pociągający, ale wciąż zabójczo niebezpieczny. Ta bezwzględna góra może być idealną metaforą naszych największych celów i marzeń. Dotarcie na wierzchołek nieraz wymaga bólu, poświęcenia i ciężkiej pracy – ale czy to właśnie nie jest kluczem do satysfakcji?
W moim przypadku znacznie trafniejsze byłoby określenie „moje Kilimandżaro”. Mój cel bowiem znajduje się 6 000 kilometrów od Polski, we wschodniej Afryce, w kraju, gdzie w południe na ziemi leży wielki cień wulkanu, u którego podnóży sadzi się kawę i herbatę – najwyższego szczytu Afryki właśnie. To Kenia jest moim największym marzeniem.
Pierwszą, trzytygodniową podróż tam odbyłam w wieku dziewięciu lat i od tego czasu jest to moja największa przygoda. Wspomnienia stamtąd są dla mnie najcenniejszym skarbem, a ich barwa i wyrazistość niejednokrotnie wprowadzają mnie w nostalgiczny, ale jakże szczęśliwy nastrój. To jedna z tych rzeczy, za którymi lepiej tęsknić całe życie, niż nigdy ich nie poznać.
Nie wyobrażam sobie, żebym miała nigdy tam nie wrócić – nigdy więcej nie wspinać się na wulkan, nigdy więcej nie zatrzymać się przed setką krabów wybiegających z oceanu, nigdy więcej nie widzieć lwicy szykującej się do polowania, nigdy więcej nie zanurzyć się w Oceanie Indyjskim, nigdy więcej nie podziwiać bawoła „czarnej śmierci” zza pniaka oddalonego o dwa metry, gdy nikt nie patrzy. Przede wszystkim zaś nie wyobrażam sobie nigdy więcej nie zobaczyć słonia na wolności, w całym jego majestacie – tym razem chciałabym zamiast strachu czuć tylko tĘ miłość, jaką zaczęłam je darzyć w czasie długich lat z dala od Afryki.
To właśnie słonie są kluczem do spełnienia marzenia, one nadają mu sens i wartość nie tylko dla mnie, ale i dla innych. Chcę bowiem pomagać w ich ochronie i zajmować się tymi, którym ludzie zdążyli już zadać cierpienie. Moim pierwszym pomysłem był wolontariat w fundacji The David Sheldrick Wildlife Trust, którą odwiedziłam w Nairobi.Wychowała i wypuściła ona na wolność „zaadoptowaną” przeze mnie słonicę Ishangę. Bardzo zależało mi na pracy opiekuna osieroconych słoni. W DSWT nie chcą jednak przyjmować nikogo spoza kraju, co jest całkowicie zrozumiałe. Należy więc szukać dalej i właśnie to robię. Wiem, że istnieją białe kobiety, które czynnie walczą w Afryce z kłusownictwem, więc i dla mnie jest to możliwe.
Jednak to odległe i bardzo niepewne plany. Teraz mam czternaście lat i niewiele możliwości, a tęsknota jest tak silna, że muszę ją przelać w jakieś działanie. Dlatego właśnie uczę się swahili – narodowego języka Kenii. A ponadto otaczam się pamiątkami z podróży, słucham afrykańskiej muzyki i codziennie przeglądam tak wiele zdjęć i nagrań jak mogę.
Wiem, że to przybliża mnie do celu, a żaden trud włożony w jego osiągnięcie nie będzie daremny- moja pasja i determinacja zaprowadzą mnie gdziekolwiek zechcę dotrzeć.

Tekst: Pola Melonowska IIC


Mój Everest

„MÓJ E
„OD POCZĄTKU”

Skończyłam sześć lat i powędrowałam do zerówki. Tak rozpoczęła się moja edukacja i pojawiły się małe „Mount Evereściki”.
1. Dobrze przeżyć dzień.
2. Spotkać się z przyjaciółmi.
3. Pójść do „normalnej” szkoły.

„UDAŁO SIĘ”

Dostałam się do szkoły podstawowej. Nauka, zabawa, nauka, zabawa, itd. Co potem? Dobre gimnazjum.
1. Dobrze przeżyć dzień.
2. Spotkać się z przyjaciółmi.
3. Zdać z wyróżnieniem.
4. Dostać się do gimnazjum.

„NO I JESTEM”

Gimnazjum. Klasa pierwsza, stres, odnajdywanie się w nowej sytuacji. Jakieś cele? Uczyć się dla siebie, być szczęśliwym człowiekiem. Co się na to składa?
1. Dobre relacje z rodziną i przyjaciółmi.
2. Czas wolny, odpoczynek.
3. Motywacja? Rodzice.
4. Autorytet? Idol.
Do czego dążymy? Do poczucia życia, nie tylko przeżycia. Chcę mieć wspomnienia, chcę mieć, co opowiadać, chcę dostać się do wybranego liceum, chcę robić to, co kocham, chcę na tym że żyję. Klasa trzecia. Egzaminy, świadectwo z „paskiem”, wzorowe zachowanie, świetne wyniki w nauce, kontakty międzyludzkie, wyjścia do teatru, rozwijanie pasji, czerpanie inspiracji.
„CO POTEM?”

Liceum. Będzie ciężko, nikt nie powiedział, że życie jest lekkie. Zamierzam się starać. Ponownie dobre stopnie, świadectwo z wyróżnieniem, a może stypendium, matura i co? Studia. O ile moje teraźniejsze aspiracje nie ulegną zmianie kierunek aktorstwo. Co potem?

„GODNA STAROŚĆ”

Studia, praca, rodzina. Wspólne święta, wyjazdy na wakacje, spełnianie marzeń dzieci, oszczędzanie. Brzmi nudno? Mój Mount Everest nie jest ekstremalny, ale jest MÓJ i takim właśnie go widzę.

Tekst: Karolina Dybiec IIIC


Mój Everest

tekst: Maja Nowicka


Co jest twoim Everestem?

Każdy na pewno choć raz w życiu zadał sobie pytanie, co chce w nim osiągnąć? Jaki jest szczyt jego marzeń, pragnień, oczekiwań. Co chciałby robić w przyszłości?Rożne były na pewno odpowiedzi. Dla jednych spełnieniem byłoby spotkanie z idolem, dla drugich założenie rodziny lub dostanie się na wymarzone studia, dla innych dobrze płatna praca.

Jest wiele rzeczy, które uznałabym za osiągnięcie szczytu marzeń. Jednak tym najwyższym, najbardziej wymagającym – moim Everestem – byłoby życie wolnego, odważnego człowieka.

Tak jak alpiniści przygotowują się do tej jednej, wyjątkowej wyprawy całymi miesiącami i latami, tak ja każdego dnia staram się zdobywać doświadczenie i różne umiejętności, które w przyszłości pozwolą mi żyć szczęśliwie i odważnie – wdrapać się na mój szczyt.
Mój Everest to miejsce na świecie, w którym nic i nikt nie będzie mnie ograniczać, gdzie będę czuła się swobodnie i była wolna. To życie, w którym byłabym sobą. Brzmi dość prosto, ale bycie człowiekiem wolnym i odważnym we współczesnym świecie pełnym nieżyczliwych, krytykujących wszystko ludzi, nie jest łatwe.
Chciałabym mieć w sobie tyle odwagi, by wyrażać swoje poglądy bez obaw o konsekwencje. Bez zastanawiania się, czy wypada tak myśleć lub może trzeba, należy myśleć inaczej.
Wszystko z czasem przemija: pieniądze, sława, moda znikają bardzo szybko. Chciałabym więc, by ludzie zapamiętali mnie jako osobę, która żyła tak, jak chciała i mówiła to, co myślała.

Tekst: Basia Burcicka Ia


Mój Everest

Mój Everest – pisząc te dwa słowa, zastanawiałam się, co tak naprawdę one znaczą. Oczywiście pierwsze, co nasuwa mi się na myśl, to najwyższy szczyt świata w Himalajach. Jednak w przenośni, to rzeczywiście w życiu jest do zdobycia wiele takich szczytów. Czasami wydaje mam się, że są sytuacje bez wyjścia, ale przy ogromnej, wytężonej i wytrwałej pracy osiągamy upragniony cel.

Nasz Everest zaczyna się nierzadko od najmłodszych lat. Na samym początku są to małe góry, po zdobyciu których, mamy ambicję do większych wyzwań. Dlatego też chciałam podzielić się z Wami moją historią.

Moim prawdziwym Everestem było zdarzenie sprzed dwóch lat. Zaczęło się chorobą mojej mamy, która w ciężkim stanie trafiła do szpitala. W ciągu kilku godziny stałam się prawie dorosła. Cała odpowiedzialność za rodzinę spoczęła na moich kilkunastoletnich barkach. Razem z tatą musiałam odwiedzać mamę, prowadzić dom oraz troszczyć się o młodszego braciszka. W wolnych chwilach odrabiałam lekcje i uczyłam się bieżących treści, aby nie narobić sobie problemów w szkole. Powiem szczerze, że momentami było to dla mnie koszmarnie trudne, ale zawsze przypominałam sobie o mojej kochanej mamie, która darzyła mnie nieograniczonym zaufaniem. Robiłam to dla niej i całej rodziny, aby podołać temu wszystkiemu. Zdarzyła się, że w szkole na lekcjach odcinałam się, myśląc, co właśnie teraz robi i jak się czuje moja mamusia. Sprawiało mi to ból, gdyż nie mogłam pomóc jej w inny sposób. Po miesięcznej mordędze wypisano moją mamę ze szpitala. Była już w pełni sił. Przyjechała do domu z tatą. Wchodząc do przedpokoju, zobaczyła pięknie wysprzątany dom i ugotowany obiad. Właśnie wtedy spojrzała na mnie swoimi kochającymi oczami. Było to tak dziwne uczucie w pozytywnym znaczeniu tego słowa, że w tym momencie zdobyłam najwyższy szczy w moim dotychczasowym życiu. Każdemu z Was życzę poczuć się choć raz w życiu tak samo jak ja w tamtej chwili.

Autorka: Aleksandra Chojnacka IIC


Accessibility